niedziela, 4 września 2016

Zaparkowałam

Po raz kolejny dane mi było doświadczyć jak działa karma. 

Od jakiegoś czasu pracuję w roli konsultanta dla pewnego gabinetu w centrum miasta. Wiąże się to z prawie codziennymi spotkaniami i koniecznością parkowania w strefie obsadzonej gęsto parkomatami. Parkingów z wielkim zaangażowaniem pilnują miłośnicy napojów wysokoprocentowych. I jeden z takich właśnie Panów wskazał mi w poniedziałek wolne miejsce parkingowe, z daleka machając i pokazując, że je dla mnie zajął. Normalnie nie daję ludziom na ulicy pieniędzy albo robię to niezwykle rzadko. Jest to sprzeczne z moim przekonaniem, że w ten sposób wspiera się nie tyle tych ludzi, co ich komfort tkwienia w nałogu oraz życia na ulicy. Znam jednak niepisane, uliczne zasady i nie mam problemu, żeby serdeczność serdecznością odpłacić. 




Zaparkowałam. Zanim wysiadłam przegrzebałam schowek i portfel i jak na złość nie znalazłam żadnej sensownej monety. Udało mi w się z kieszeni w drzwiach wygrzebać dwie posklejane złotówki, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Wysiadłam i z szerokim uśmiechem wręczyłam zamroczonemu Panu "srebrniki". Przeprosiłam, że więcej nie mam, życzyłam miłego dnia, odeszłam w swoją stronę i zapomniałam o całym zdarzeniu. 

---

Przypomniałam sobie o nim właśnie dzisiaj, kiedy to zaparkowałam dokładnie w tym samym miejscu, ale już wspomnianego wyżej Pana nigdzie nie było. Nie korzystam z parkomatów, tylko z aplikacji, którą doładowuję internetowo i na czas postoju uiszczam opłatę. Niestety po ostatniej aktualizacji aplikacja ta doprowadza mnie do szału, więc zrezygnowałam całkowicie z opłacenia postoju. Spieszyło mi się na spotkanie i nie chciało mi się z tym bawić. Stwierdziłam, że trudno - najwyżej dostanę mandat. 

Spotkanie trwało blisko 3 godz., więc wcale mnie nie zdziwiło, że po powrocie do auta znalazłam za wycieraczką białą chorągiewkę. Zdziwiło mnie natomiast, że świstki były dwa, więc przez chwilę pomyślałam, że może jakiś nadgorliwy kontroler wystawił mi dwa mandaty? Otóż nie. Jak się okazało druga karteczka to był bilet parkingowy obejmujący dokładnie czas, w którym został wystawiony mandat. Bilet kosztował 2 zł i został zakupiony o 14:49, mandat został wystawiony o 14:52. Zatem mając ten bilet spokojnie mogę się odwołać od mandatu :) 

Zrobiło mi się bardzo miło i przez chwilę rozglądałam się za kimś, komu mogłabym podziękować za ten fajny gest, ale nikogo, nie dostrzegłam w okolicy. Jeśli jednak jesteś tą osobą i jakimś cudem trafisz na mojego bloga to wiedz, że doceniam i dziękuję! 

---

I tak oto po raz kolejny przekonałam się na własnej skórze, że energia krąży we wszechświecie - ta dobra, ale i zła również. Czekam teraz aż mnie dopadnie energia wysłana przeze mnie do pewnego przechodnia, którego pozdrowiłam środkowym palcem, po tym jak się wydarł na mnie na pasach. Zauważyłam go w ostatniej chwili - to fakt, ale zdążyłam się zatrzymać i nic nikomu się nie stało, a ten tak się rozdarł, jakbym mu co najmniej pupila potrąciła. Przez otwarte okno krzyknęłam do niego, że przepraszam, ale jakoś mu nie pomogło tylko dalej darł japę. A ponieważ ja bardzo nie lubię, jak mnie ktoś agresją próbuje pokory uczyć, to odezwały się we mnie "osiedlowe maniery"*. Cóż, pewnie mi się to wróci... 

--- 

* wychowałam się w mieście, na blokach, gdzie "ty ch*#u!" to komplement. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz