środa, 16 marca 2016

Niechlubny rekord Polski

Pamiętam taki czas, kiedy również niechętnie sięgałam po książki. Czytanie mnie męczyło, nie potrafiłam się długo skupić nad tekstem, a w trakcie ciągle przychodziły mi do głowy pomysły, jak można ciekawiej spędzić ten czas. Miałam zawsze wiele wymówek - ale najczęstszą było "nie mam czasu na czytanie". 


Nie byłam z tego dumna. Wiedziałam, że czytanie jest ważne, że rozwija i pozwala zachować umysł w dobrej kondycji. Postanowiłam więc się zmusić. Początkowo przeczytanie jednej książki zajmowało mi nawet 2 miesiące. Wiele z nich zaczynałam i odkładałam po kilku stronach, nigdy do nich nie wracając. Wkurzałam się, że tak robię, ale stwierdzałam, że "lepsze to niż nic, zawsze coś tam w głowie zostanie".

Później zaczęłam szukać tytułów, które naprawdę mogą mi w czymś pomóc. Były to najczęściej poradniki poświęcone rozwojowi osobistemu, które z jednej strony inspirowały mnie do działania a z drugiej można je było bez wyrzutów sumienia odłożyć w połowie, bo i bez ostatniej strony powodowały dobre zmiany. Kilka nawet udało mi się skończyć. W tamtym czasie były to góra dwie książki na rok, ale i tak byłam z siebie dumna. 

Ciągle jednak nie dawało mi to spokoju. "Muszę czytać... chcę czytać!" myślałam. Okazało się, że książki, które kupuję sobie sama kończę znacznie chętniej niż te pożyczone, czy przywiezione z domu rodzinnego. Tak więc mimo wielu wspaniałych bibliotek w okolicy, zaczęłam inwestować w literaturę. Niemal każde zakupy kończyłam wizytą w księgarni nawet jeśli wychodziłam z niej z pustymi rękami. Lubiłam dotykać nowych książek i szukać tych, które mogłyby mnie zainteresować. Nawet kiedy nie miałam na nie pieniędzy. 

Z czasem zaczęłam więcej zarabiać, więcej książek kupować i tym samym więcej czytać. Jednak nie od razu też przychodziło mi to łatwo. Najpierw kupowałam wiele książek, których i tak nie czytałam. Dopiero później postawiłam sobie ultimatum - nie możesz kupić nowej książki, dopóki nie skończysz którejś z poprzednich. Okazało się też przy okazji, że prócz poradników sporą frajdę zaczęły mi sprawiać kryminały oraz thrillery psychologiczne. Książki, które trzymają w napięciu do ostatniej strony i które wymagają przechytrzenia autora, aby odgadnąć zakończenie. 

Obecnie czytam kilka książek miesięcznie, a kupuję jeszcze więcej. Niemal za każde zarobione pieniądze wydaję przynajmniej na jeden tytuł, chociaż najczęściej zamawiam od razu po 2-3. Nadal czasami odkładam niektóre po kilku stronach i nie wracam do nich - nie lubię się zmuszać, po prostu wybieram coś ciekawszego. Uwielbiam wieczory spędzone pod kocem, z zieloną herbatą i z książką w ręce. 

Co mi to daje? Może to dziwnie zabrzmi, ale kupowanie książek zaspokaja w dużej mierze moją kompulsywną potrzebę robienia zakupów. Jestem zakupoholiczką, potrafię wydać każde pieniądze, ale kiedy wydaję je na książki nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Im więcej czytam, tym więcej mam ciekawych pomysłów. Ciągle też testuję nowe sposoby ulepszania siebie i rozumienia świata dookoła. Dzięki czytaniu wiem też, czego jeszcze nie wiem i czego chciałabym się dowiedzieć. Zapisuję więc kolejne tytuły na długiej już liście, dzieląc je na rozrywkę, biznes i rozwój osobisty. 

Czytając planuję też własne powieści i czerpię z warsztatu innych pisarzy wskazówki dla siebie. Liczę, że tym sposobem kiedyś poczuję się na tyle pewnie aby stworzyć powieść, a nie tylko ją planować w nieskończoność. 

To jedna z najlepszych rzeczy jakie zrobiłam dla siebie w ostatnich latach - zaczęłam czytać

9 komentarzy:

  1. Podobnie jak ja z pisaniem. Czytanie nigdy mi nie sprawiało kłopotu ale jak miałem coś do napisania to odkładałem to w nieskończoność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja miałam dokładnie na odwrót :) Pisać uwielbiałam od dziecka praktycznie. Długie wypracowania, czy nawet później prace dyplomowe, nigdy nie były dla mnie problemem. Natomiast z czytaniem miałam jakiś problem... Wiedziałam jednak, że nie można dobrze pisać i rozwijać swojego warsztatu nie czytając. Dlatego też zależało mi aby to zmienić.

      Usuń
  2. Przykre. Ludzie nie wiedzą co tracą. Ja postanowiłam zapisywać ile książek w roku czytam. Ze zwykłej ciekawości, i wyszło 78 za 2015 rok. Zobaczymy jak będzie w tym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny wynik :) Ja moich nie liczę, ale wychodzi mi średnio 2 książki na miesiąc ostatnio. Pewnie to nie dużo dla niektórych moli książkowych, ale dla mnie każda książka jest sukcesem.

      Usuń
  3. Od dawien dawna mówi się, że książki uczą i to jest prawda. Nie usnęłabym, gdybym przed snem sobie nie poczytała. Popisać też lubię, od momentu założenia bloga. Serdeczności Ewuniu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy post, miło się czyta😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wyobrażam sobie już życia bez książek, a z tymi zakupami książkowymi to racja - nie ma po nich aż takich wyrzutów sumienia, bo to w końcu pieniądze wydane na szlachetny cel;) Ciekawy wpis :)

    OdpowiedzUsuń