sobota, 27 lutego 2016

Niewolnice według Mariny K.

Do podjęcia tego tematu, zainspirował mnie artykuł "Kobieta niewolnica - metody zniewolenia", którego autorką jest Marina Komissarowa (dziękuję GT za link!). Artykuł niezwykle interesujący i prowokujący zarazem.

Autorka zwraca w nim uwagę na pewien odwieczny porządek, w którym to istota żeńska i męska odgrywają dla siebie nawzajem kluczowe role, ale w określonych obszarach. Jednym z takich obszarów dla kobiety, jak sugeruje autorka, jest bycie obiektem pożądania, jednakże w żadnym wypadku nie biernym. Angażując mężczyznę, łechtając jego ego, aż wreszcie dając mu przyjemność cielesną, kobieta czyni sobie mężczyznę poddanym.

Nie byłabym sobą, gdybym przy tej okazji nie miała żadnego "ale". Nie będę powoływać się na fakty historyczne, mitologię, czy badania naukowe, jak to czyni p. Marina, odwołam się natomiast do własnych obserwacji i przemyśleń.

fot. autor nieustalony
---
"Podniecona kobieta u szczytu swojego seksualizmu zaczyna... dogadzać mężczyźnie."
Marina Komissarowa 

Bardzo spodobało mi się powyższe stwierdzenie, ponieważ mimo starań wielu feministek na przestrzeni dziejów, pozostaje ono prawdziwe. Natomiast osiąganie szczytu kobiecego seksualizmu wymaga, moim zdaniem, odpowiedniego typu mężczyzny i tu zaczynają się schody. Marina K. zwraca uwagę na fakt, że współczesne kobiety chciałby nieudolnie zgrywać femme fatale. Zapomina jednak o ogromnej rzeszy mężczyzn, którzy ostatni raz samca alfa widzieli nie w lustrze, jak im się wydawało, a na kanale National Geographic. 

Równowaga w przyrodzie została zachwiana już dawno i pewne przetasowanie ról, choć prawdopodobnie sprzeczne z naturalnym porządkiem, jest nieuniknione. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi na to pytanie dostarcza Philip Zimbardo "młodzi mężczyźni wolą przebywać w wirtualnym świecie stworzonym przez nowe technologie, niż w rzeczywistości społecznej, wchodzić w interakcje z innymi ludźmi, a zwłaszcza dziewczętami czy kobietami. (...) Grają w gry, oglądają filmy, mają też stały dostęp do pornografii - słowem kontrolują ten wszechświat", w którym nie doznają porażek ani odrzucenia. 

Tak więc, jeśli taki mężczyzna, wykastrowany przez nadopiekuńczą Mamę i nowe technologie, staje w końcu przed kobietą świadomą swojej wartości i seksualności (a wszystko wskazuje na to, że kobiety nabrały tutaj ewolucyjnego rozpędu), to katastrofa gwarantowana. Przykro mi, ale nie będzie w tej historii zdobywania szczytów seksualności, ani pełnego oddania, o jakim wielu mężczyzn marzy. Będzie za to trochę rutyny, szczypta rozczarowania, kompulsywne rozładowywanie napięcia, kredyt na 30 lat i szukanie winnych tego stanu rzeczy. 

Na pocieszenie dodam jednak, że istnieją wyjątki. Ale jak je rozpoznać w tłumie? Na pewno nie na logikę - całe Twoje ciało będzie tego świadome, ale Ty sama niekoniecznie. 

Jak to wygląda w moim związku?

Nie mam najmniejszego problemu z tym, aby mój Mężczyzna czuł się przeze mnie kochany, pożądany i adorowany. Lubię mu mówić, za co jestem mu wdzięczna, za co go podziwiam i zawsze mówię to szczerze, ponieważ  nader wszystko lubię tę pewność siebie, z jaką patrzy mi w oczy albo wychodzi z domu na podbój świata. 

Ktoś zapyta, co ja z tego mam? Wszystko. Wszystko, co dla mnie w związku ważne. 

15 komentarzy:

  1. Skąd wzięłaś tę pożal się boże autorkę?
    „Najbardziej zradykalizowane sawantki, z gatunku tych, które dla ideologii zmieniły nawet orientację seksualną …”
    Od kiedy to orientację seksualną zmienia się dla dobra sprawy? Z orientacją seksualną człowiek się rodzi i co najwyżej może ją odkrywać, a nie zmieniać, bo ma takie widzimisię. Już to widzę jak zagorzałe feministki budzą się rano i postanawiają „od dzisiaj jestem lesbijką. Mój mąż będzie musiał się z tym pogodzić.” Bo feministami są też faceci – nie wiem jak autorka tego artykuły jest w stanie wytłumaczyć taki fenomen. Swoją drogą "sawantka" jest to kobieta wykształcona, chyba ta pani miała na myśli "sufrażystkę".
    „Ostatnia matriarchalna królowa, Medea, została sromotnie wygnana z Aten, otruła się i otruła swoje potomstwo, gdyż sądziła, że patriarchalny król Tezeusz sprowadzi na świat jakieś paskudztwo.”
    Medea jest postacią z mitologii greckiej w dodatku czarodziejką. Z całą moją miłością do mitologii nie mogę jednak powiedzieć, żeby Medea była postacią prawdziwą, w dodatku taką na której skończył się matriarchat. Pomijając fakt, że w Atenach nie rządziła Medea tylko Egeusz, to Medea nie otruła ani siebie ani swojego potomstwa; próbowała otruć pierwszego syna Egeusza – Tezeusza, nie dlatego, że miał sprowadzić cokolwiek na świat, tylko dlatego, że ona i jej dziecko tracili prawo do tronu. Sama Medea uciekła z synem Medosem z Aten i założyła miasto gdzie dała początek ludowi Medów, wg mitologii greckiej oczywiście. Nikt nie został otruty.
    „I właśnie z tego powodu zalecam wszystkim kobietom uległość wobec mężczyzn. Tak właśnie sobie poczynały starożytne kapłanki wysoko rozwiniętych cywilizacji. (…)Kapłanki matriarchalne, wierzcie mi na słowo, miały zupełnie uregulowany seksualizm. Ich krew szumiała, kiedy trzeba było, oczy się mąciły, serce biło itd.”
    Za kapłanki decydowali rodzice, bądź lud, kapłani czy inne wysoko postawione osoby w zależności od kraju i wierzeń. Kapłanki owszem, miały duże znaczenie, pełniły ważną rolę społecznie i były za to szanowane, ale były przede wszystkim dziewicami i ta ich czystość była decydująca. Kapłanki wybierane były jeszcze we wczesnym dzieciństwie, a niezachowanie czystości w późniejszym czasie mogło, w najlepszym wypadku, skończyć się dla nich śmiercią. Najczęściej dla przykładu zabijano całą rodzinę od najstarszego do najmłodszego jej członka. Nie wiem jak w to niby się wpisuje zadowalanie mężczyzn.
    „Mężczyzna np. doprowadzony do ekstremalnego poziomu pożądania ma ochotę zgwałcić kobietę, a najlepiej udusić, żeby nic nie przeszkadzało w rozkoszy. To oczywiście ideał, dlatego że współcześni mężczyźni zasadniczo nie są zdolni do odczuwania pożądania na takim poziomie.”
    Pogratulować ideału. Gdyby każdy mężczyzna doprowadzony do „ekstremalnego poziomu pożądania” gwałcił i dusił kobiety, to niedługo wszystkie kobiety by wymarły. Uduszona kobieta, która nie przeszkadza w rozkoszy, to już jest nekrofilia – nie znam ani jednego poważnego autora z dziedzin psychologicznych, który by się zgodził z tym, że każdy mężczyzna jest w głębi duszy nekrofilem.
    „Inaczej ma się rzecz z kobietą. Nie może ona zgwałcić mężczyzny, a już wcale nie ma powodów, dla których miałaby go dusić.”
    Owszem, można zgwałcić mężczyznę i kobieta jest w stanie mężczyznę udusić.
    „Tak Kleopatra dała Cezarowi do zrozumienia, co następuje: jestem twoja i rób ze mną, co chcesz. (…) Patetycznie zakładano, że miała umrzeć z nieodwzajemnionej miłości …”
    Kleopatra zabiła się, bo wolała umrzeć niż być niewolnikiem Oktawiana, który wkroczył do Egiptu po bitwie stoczonej z Markiem Antoniuszem. Tym samym, który w tej bitwie zginął i za którym tęskniła Kleopatra, bo to z Markiem Antoniuszem była związana pod koniec swojego, bogatego w romanse, życia, a nie z Cezarem (który swoją drogą, zdążył umrzeć 7 lat wcześniej).
    Nawet nie mam siły czytać co dalej następuje. Jeśli chodzi o powoływanie się na fakty, historię i badania naukowe, to w przypadku tej pani z całą pewnością nie ma o tym mowy. Z Twoim tekstem się zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście patrzę na ten artykuł pani Mariny jak na pewną zawartą w niej filozofię podziału ról co kobiece, a co męskie. W żaden sposób nie umiem ocenić poprawności artykułu z wiedzą historyczną (mitologiczną) w nim zawartą. Faktem jest, że artykuł jest chaotyczny. Myślę, jednak że autorka ma pewne spostrzeżenia i próbuje je udowodnić, a jak zauważyła "Haidi p" argumenty są nietrafione. Myślę, że Nieboska Ewa właśnie oddzieliła rzeczy istotne od nieistotnych, wydobywając znacznie wyraźniej tę filozofię "podziału", o której chciała nam powiedzieć autorka Marina.
      Mam pewien pogląd ogólny, który zawiera się w następującym stwierdzeniu : "Gdzieś, kiedyś przy użyciu siły lub religii czy czegoś podobnego, mężczyźni odebrali kobietom władzę burząc naturalną tym samym harmonię, jednak to w jaki sposób poglądy ma społeczeństwo nie oznacza, że nie możemy w swoim domowym świecie robić inaczej"- warunek zawsze razem.

      Pozdrawiamy Szczęśliwą Nieboską Ewę i jej Szczęśliwego Mężczyznę !

      Usuń
    2. "... jednak to jakie poglądy ma społeczeństwo .."

      Usuń
    3. Heidi, nawet nie miałam pojęcia, że jesteś taką fanką mitologii :) Dziękuję za twoją wypowiedź. Ja swego czasu przeczytałam Antygonę, więc to trochę za mało aby polemizować z przytoczonymi przez autorkę przykładami. Podobnie jak Gran Torino, starałam się skupić na pewnej ideologi, którą autorka "sprzedaje" w artykule.

      Gran Torino, wydaje mi się, że kwestia władzy to trochę oddzielny temat. Będąc w Portugalii jadłam obiad w restauracji jakich tam tysiące, ale miałam szczęście być obsługiwaną przez bardzo urokliwego łobuza. Wyglądał jakby wczoraj wyszedł z więzienia, ale całkiem świetnie sobie radził z angielskim. Nie pamiętam dokładnie jak to się stało, że zapytaliśmy go "kto jest Królem?", a on na to bez cienia zwątpienia z rozbrajającym uśmiechem odrzekł "w moim domu ja płacę rachunki, więc ja jestem Królem". I w ten sposób można moim zdaniem skwitować wiele dyskusji na temat podziału władzy :)

      Oczywiście czym innym jest władza a czym innym przywództwo - bo można mieć ogromną władzę, ale być kiepskim przywódcą, co niestety bywa katastrofalne w skutkach. Tak samo na arenie międzynarodowej, jak i na własnym podwórku, władzę przejmuje ten kto ma ku temu predyspozycje (to bardzo ważny czynnik) i odpowiednie zaplecze finansowe, które tę pozycję wzmacnia. Obserwuję to w biznesie i obserwuję na przykładzie wielu znanych mi rodzin - niezależnie od statusu.

      Miłego wieczoru :)
      Ewa

      Usuń
    4. Teraz zrozumiałem co powiedziała dziś moja A. :-) gdy prezentowała argument, że "kto ma pieniądze ten ma władzę" - a nie do końca o to mi chodziło.
      Masz rację. Słowo "władza" jest zbyt szerokie by było tu precyzyjne i wystarczające.
      Słowo "przywództwo" bardziej pasuje, ale nieodparcie ulegam myśli, że znajdę jeszcze słowo idealne opisujące to co chcę wyrazić.
      Tak na marginesie ostatnimi czasy wychodzę z ogólnego założenia, że znane nam rozwiązania nie są ani najlepsze, ani właściwe - są tylko i aż praktyczne oraz zweryfikowane poprzez użycie - mimo to stanowią dla nas czasem nieuzasadniony fundament naszych przekonań czy działań, ale to już kolejny temat :-) do rozważań.

      Miłego wieczoru :)
      Gran Torino

      Usuń
    5. Gran Torino, moim zdaniem dzieje się tak z jednej prostej przyczyny - mózg lubi wszystko co mu znane, więc poszukiwanie nowych rozwiązań (nawet jeśli miałby się okazać lepsze) budzi lęk i sprzeciw. Głowi się nad tym wielu psychologów, specjalizujących się w zarządzaniu zmianą, gdyż te wymagają zidentyfikowania i przekształcenia kluczowych nawyków, co jest niezwykle trudne.

      Pozdrowienia dla Ciebie i A. :)
      Ewa

      Usuń
    6. „Osobiście patrzę na ten artykuł pani Mariny jak na pewną zawartą w niej filozofię podziału ról co kobiece, a co męskie.”
      Pani Marina ogólnie historii, faktów i badań się nie trzyma i to chciałam pokazać w swoim komentarzu. Jedyny czas kiedy mówi się, że istniał matriarchat, to czas neolitu (9 tys. lat p.n.e.) i nawet tutaj zdania badaczy są podzielone. Myślę, że autorka chciała nawet nie pokazać podziału ról na to co kobiece a co męskie, tylko powiedzieć, że to kobiety rządzą mężczyznami, ale nieoficjalnie. Pokazując, że są uległe i ich jedynym celem jest sprawianie rozkoszy mężczyźnie, potrafią osiągnąć swoje inne cele – przynajmniej tak to rozumiem. I jest nawet książka na ten temat, aczkolwiek niestety nie mogę sobie przypomnieć tytułu.
      "Gdzieś, kiedyś przy użyciu siły lub religii czy czegoś podobnego, mężczyźni odebrali kobietom władzę burząc naturalną tym samym harmonię… "
      Kobiety nigdy tej władzy nie miały. Oficjalnie, oczywiście. Z oficjalnych, tylko pojedyncze przypadki – np. królowa Elżbieta I, Mosuo – czyli grupa etniczna prowincji Yunnan z Chin gdzie rządzą tylko i wyłącznie kobiety, no i wracając do mitologii – Amazonki. Wiadomo, że tak naprawdę często bywa tak, że to kobieta podejmuje decyzję, a mężczyzna tę decyzję wprowadza w życie oznajmiając wszem i wobec, że to jego pomysł. Ale oficjalnie to i tak mężczyźni kończą ze statusem „ważniejszego” osobnika w społeczeństwie.
      „Heidi, nawet nie miałam pojęcia, że jesteś taką fanką mitologii :)”
      Ta pani swoim artykułem trafiła w mój ulubiony okres historyczny. Starożytne Grecja i Egipt zawsze były bliskie mojemu sercu, więc jak widzę coś takiego, to nie mogę się powstrzymać od komentarza ;) no i lubię wiedzieć różne rzeczy z różnych dziedzin, co później skutkuje wkurzaniem się na ludzi, którzy powołują się na błędnie przytaczane przykłady z historii czy nauki. Co niestety ma ostatnio dość często miejsce.
      „bo można mieć ogromną władzę, ale być kiepskim przywódcą, co niestety bywa katastrofalne w skutkach.”
      Oczywiście. I można być dobrym przywódcą, który przez brak władzy wykorzystuje do tego osobę, która tę władzę ma, a jest kiepskim przywódcą. Ale to już dyskusja na oddzielny temat, gdzie jest więcej miejsca na wypowiedź ;)
      „znane nam rozwiązania nie są ani najlepsze, ani właściwe”
      Mój nauczyciel w liceum powiedział nam „demokracja nie jest dobrym rozwiązaniem, ale najlepszym z tego co jest dostępne”. I myślę, że można to zdanie zastosować do większości znanych nam rozwiązań. Do tego dochodzi też to co napisała Nieboska – boimy się tego co nowe i nieznane.

      Usuń
    7. "więc jak widzę coś takiego, to nie mogę się powstrzymać od komentarza ;) "

      Heidi, słusznie, bo niby czemu byś miała się powstrzymywać? Wiesz, że "u mnie" dyskusja zawsze mile widziana, a także wszelkie "za" i "przeciw". Dobrze przy okazji dowiedzieć się czegoś nowego o Tobie :)

      "Wiadomo, że tak naprawdę często bywa tak, że to kobieta podejmuje decyzję, a mężczyzna tę decyzję wprowadza w życie oznajmiając wszem i wobec, że to jego pomysł."

      To ciekawe spostrzeżenie. Chociaż w moim obecnym związku tego nie zaobserwowałam (a może nie dostrzegam?). U nas jest tak, że ja czasami sugeruję różne rzeczy, później o nich rozmawiamy, ale Mat ma zawsze ostatnie słowo. Mi ten system odpowiada - bo ja podejmuję decyzje emocjonalnie, a Mat racjonalnie, więc mam pewność, że wziął pod uwagę wszelkie za i przeciw, których ja często nie dostrzegam.

      Oczywiście tyczy się to naszego wspólnego życia, bo w kwestiach zawodowych, relacji z bliskimi i znajomymi, czy też edukacji to każde z nas decyduje za siebie.

      Usuń
    8. Historia to ogólnie moje hobby, ale od dawna nie mam na nie czasu :)
      w sumie to dobrze, że jeszcze są jakieś rzeczy, których o mnie nie wiesz ;)

      co do reszty:
      Nie miałam Was na myśli ;) właśnie ta książka której tytułu nie mogę sobie przypomnieć traktuje o tym temacie. Dzisiaj znajoma nawet napisała na fb "każdy mężczyzna potrzebuje kobiety. każda kobieta potrzebuje manipulować mężczyzną" nie do końca się z tym zgadzam, bo używanie słów "każdy, zawsze, nigdy" znajdzie jakiś wyjątek, czy w tym przypadku, więcej wyjątków od takich stwierdzeń. ale jest w tym trochę prawdy. Mnie są znane właśnie takie przypadki gdzie intryga ma przewagę i kobieta w pewien sposób nakłania mężczyznę do zmiany zdania i o ile przy tym mężczyźnie się do tego nie przyzna, to koleżankom i rodzinie owszem, opowiada jak to sprytnie zrobiła, że mężczyzna zrobił tak jak ona chciała, a jednocześnie nie ucierpiało jego ego, bo myśli, że sam na to wpadł. Swoją drogą motyw często używany w filmach (i w odwrotnej sytuacji gdzie mężczyzna tak się bawi kobietą jest pięknie pokazane w filmach z Jamesem Bondem).
      Seks i seksualność były używane jako broń od wieków - stąd piękne agentki i agenci, którzy przez łóżko zdobywali cenne dla wywiadu informacje.

      Usuń
    9. Doskonale znam również to zjawisko, o którym piszesz :) Łącznie z wyciąganiem tajemnic handlowych i załatwianiem interesów przez łóżko - przy czym nie uważam, aby było to chwalebne, to w niektórych branżach nagminne. Temat rzeka, może też kiedyś zrobię z tego oddzielnego posta.

      Usuń
    10. Właśnie o to mi chodziło - ale wiesz, dziesięć prób zanim uda mi się w końcu ubrać w odpowiednie słowa to co chcę powiedzieć ;D

      Usuń
  2. Spoglądając na swój związek z A. nieśmiało zgadzam się z całkiem nowymi dla mnie słowami Mariny, a raczej daję im pewien kredyt zaufania (do weryfikacji) "na poziomie społecznym mężczyzna służył kobiecie, w sferze fizycznej, na poziomie seksualnym kobieta służyła mężczyźnie, w sferze astralnej, na poziomie uczuć, emocji role były wymienne, a w sferze mentalnej kobieta robiła wszystko w kierunku realizacji twórczego pierwiastka mężczyzny."

    Tak jak napisała Ewa - ważne jest przywództwo, a nie sama władza. Wydaje się, że władza to pewien społeczny komunikat skąd przychodzą decyzję, a nie kto jest ich autorem (wystarczy spojrzeć na scenę polityczną - za co przepraszam).
    Manipulacje, intrygi i załatwianie interesów przez łóżko to tylko nadużycie "w sferze fizycznej" i tego samego kija drugi koniec.

    Istotą wszystkiego jest wg mojej oceny równowaga. Precyzując - ciągłe dążenie do niej.

    Dobrej nocy :-)
    Gran Torino

    OdpowiedzUsuń
  3. Władza to niebezpieczne narzędzie, z którego trzeba umieć korzystać (są politycy, którzy potrafią z niej korzystać, chociaż w połączeniu z paranojami niektórych staje się ona narzędziem skrajnie niebezpiecznym, bo w efekcie oddziałuje na miliony obywateli).
    Manipulacje, intrygi i załatwianie interesów przez łóżko to był tylko przykład, którym najlepiej udało mi się zobrazować to o co mi chodzi. Kobiety od wieków wykorzystują męskie ego do osiągania swoich celów ubierając to w piękne słowa o służeniu jednej stronie drugiej i rolach społecznych. Rzeczywistość (historyczna) jest taka, że społecznie kobiety w większości ustrojów politycznych zawsze były w tyle za mężczyznami, a i tak potrafiły przebić się ze swoimi pomysłami, ideami itp. w taki czy inny sposób przekonując do nich mężczyzn.
    Bo wiadomo, że jest to „nadużycie w sferze fizycznej”, ale właśnie na tym to polega – w końcu to zachowanie, które wykorzystuje jedną stronę dla osiągnięcia korzyści/satysfakcji drugiej. Idealnie pasuje tu termin „topping from the bottom”, bo nie zawsze jest to zachowanie, które ma mieć w rezultacie negatywne skutki, ale takie które pozwala tej osobie „z dołu” przekazać swoją opinię tej osobie „z góry”.

    A to, że równowaga powinna być istotą wszystkiego, to oczywiste - moim zdaniem ;)

    Dobrej nocy

    OdpowiedzUsuń
  4. Odnośnie wykorzystywania sexu celem manipulacji, ciekawym zjawiskiem jest nieuświadomione wykorzystywanie sexu dla osiągnięcia korzyści. Znam kilka takich przykładów, kiedy sex staje się narzędziem manipulacji w rękach kobiety, ale zapytana o to wprost nie jest w stanie tego ani uzasadnić, ani potwierdzić. Mimo, iż ewidentnie czerpie korzyści (niekoniecznie finansowe) i nic ponad to od siebie nie daje, nie przyzna się sama przed sobą nigdy, że to o te korzyści jej chodzi. Dopiero jak skończą się "benefity" to staje się jasne, że to był jedyny argument.

    Dawno nie miałam okazji dyskutować w tej formie, ani z Wami. Dziękuję Wam za tę dyskusję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. I ja Dziękuję :-).
    GT

    OdpowiedzUsuń