piątek, 19 lutego 2016

Nienasycenie

Chciałabym umieć rozgraniczyć to co we mnie chore od tego co po prostu ludzkie. Niestety nie jest to proste wyzwanie, biorąc pod uwagę, że ponad połowę życia spędziłam na pielęgnowaniu obsesji. Jednak życie z chorobą ma też swoje plusy, zawsze można się na nią powołać - to Nienasycenie. 

Drink me, eat me - The way I remember it happened 
- art. Zina Nedelcheva


Nienasycenie bywa zgubne i trudne. Nigdy nie ma końca... Mogę próbować je ujarzmić - starać się nasycić do granic możliwości lub wręcz odwrotnie, próbować wszystko ograniczyć. Jednak kiedy tylko emocje ucichną ono znowu daje się we znaki. Mam tak odkąd byłam dzieckiem. Wieczny głód wrażeń, który był w stanie przezwyciężyć nawet najsilniejszy strach... do czasu. Myślę, że jeśli się tego nie doświadczyło, to ciężko nawet sobie wyobrazić, jak wielkim można być pragnieniem. Pragnieniem smaku, zapachu, emocji, strachu, ekstazy, samotności, miłości... którego nic nie zaspokoi, ponieważ chora dusza nie czuje. 

Początkowo nienasycenie było poza moją świadomością, wówczas kierowałam się licznymi impulsami. Z czasem, kiedy już od skoku w przepaść dzielił mnie zaledwie kruszący się pod nogami piach, próbowałam to opanować - nazwać, zbadać, zlokalizować (w sobie, w przeszłości). Udało mi się nabrać większej świadomości, aczkolwiek nienasycenie nigdzie nie zniknęło. Codziennie próbuje mnie przechytrzyć. 

Nie mogąc sobie zaufać, zaufałam M. Wiem, że On czuwa nade mną każdego dnia - bacznie śledzi każdy mój ruch i pilnuje, kiedy niebezpiecznie zbliżam się do krawędzi. On wie, że tego potrzebuję. Wie, że dopóki jest w pobliżu, moje nienasycenie nosi Jego imię.

---

22.09.2013

1 komentarz:

  1. Świetny post! Zapraszam do mnie asiaknebel.blogspot.com :) Miło mi będzie jak pozostawisz po sobie ślad :)

    OdpowiedzUsuń