wtorek, 23 lutego 2016

Niemiłość

Patrzę na pary w moim otoczeniu i ze smutkiem stwierdzam, że wielu tym ludziom zabrakło odwagi by żyć szczęśliwie. Boję się, że taki los i mnie kiedyś spotka. Po kilku latach związku uświadomię sobie, że tam dalej jest tylko jeszcze więcej wzajemnej niechęci, niespełnionych oczekiwań i przemilczanych złośliwości. Jestem idealistką, wierzę w miłość i w to, że jest ona wieczna, ale boję się, że i moją miłość strawi kiedyś egoizm. 

art. Benjamin Lacombe

Moje dotychczasowe związki nie należały nigdy ani do spokojnych, ani do zbyt trwałych. Chociaż z Mjr Wersem byłam przez ponad 5 lat, to w tym czasie rozstawaliśmy się kilka razy, co daje nam blisko 10 lat chorej, ale równocześnie fascynującej znajomości.

Z Matem jest trochę inaczej. Nasz związek trwa nieprzerwanie od 3 lat (aktualizacja 2016: od blisko 6 lat), co mnie samą często dziwi. Pozostali mężczyźni? Było ich kilkudziesięciu - bliżej górnej niż dolnej granicy przyzwoitości... niektórych milo wspominam, niektórych ledwo kojarzę. 

Wiem co to znaczy kochać i nienawidzić równocześnie, z całych sił pożądać i gardzić, zobojętnieć do szpiku kości na potrzeby drugiej osoby. Niekończąca się licytacja, kto, czego nie zrobił, chociaż powinien. Ekonomia i polityka związków nie mają w swym okrucieństwie sobie równych. Boję się, że to nieuniknione, że kiedy opada kurtyna zauroczenia i zakochania, zostają tylko nadzy, zwykli i niedoskonali ludzie, którzy każdego dnia oddalają się od siebie o jedną dziesiątą milimetra. Najlepsze jest to, że żadna ze stron nie ma sobie nic do zarzucenia. Później przychodzi taki moment, w którym "na zawsze razem" brzmi jak wyrok albo kiepski żart. Wspólne pozostają tylko zobowiązania. 

Smutek mnie ogarnia nieznośny, kiedy o tym myślę, bo chcę na siłę wierzyć, że z nami będzie inaczej.

---

Tytuł zainspirowany teledyskiem Pokahontaz ft. Pezet "Niemiłość"

---

10.07.2013 

16 komentarzy:

  1. Nic dodać, nić ująć kochana - życie...
    Najpierw marzenia, potem oczekiwania, a na końcu nieuchronne porażki - powtarzające się w kółko, w kolejnych pokoleniach, bez nadziei na wynalezienie na to lekarstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się :) Myślę też, że gdyby tak każdy zaczął naprawę związku od siebie, zamiast od próby wymuszenia zmiany na partnerze, to mogłoby trochę pomóc. Chociaż to się łatwo mówi... sama też rozpoczynam moją licytację zazwyczaj od "a zrobiłeś już to? a załatwiłeś tamto? a czemu jeszcze nie?".

      Usuń
    2. Zawsze mówię tak, że za każdy konflikt - zbiorowy (poziom międzynarodowy, społeczny itd.) oraz jednostkowy (poziom sąsiedzki, rodzinny itp.) odpowiadają obie strony po równo (upraszczając). Tak zazwyczaj jest w życiu, gdy sprawę przeanalizujemy na chłodno i bez emocji. Nawet klasyczny tyran, prowodyr, najeźdźca, prześladowca, hejter itd. - którego zazwyczaj obwiniamy za coś, nigdy nie ponosi winy w 100%. Gdzieś zawsze u początku sprawy jest jakiś nasz błąd, przyzwolenie, prowokacja, brak reakcji, lekceważenie, zaniechanie itd. Umiejętność dostrzeżenia również swojej winy (nawet jeśli uważamy, że jest niewielka, ale jednak) jest zbawienna, bo leczy nas z wrodzonego narcyzmu oraz pozwala stawiać właściwe diagnozy i nie popełniać błędów w przyszłości. Moimi teoriami niestety często narażam się koleżankom, bo często zwierzając się z różnych spraw oczekujemy potwierdzania i przytakiwania, że np. to on jest winien, a ja taka biedna jestem itp. A tu często sprawa nie jest taka prosta; nawet przy zdradach. To wszystko co napisałam to teoria, którą stosuję względem innych i staram się u siebie, ale staram to dobre słowo :-) Podobnie jak u Ciebie, też mi się zdarza stosować podwójne standardy :-(

      Usuń
    3. Twój punkt widzenia jest mi bardzo bliski. Dlatego też, coraz częściej zamiast udzielać rad i szukać winnych, choć to pierwsze ciśnie się na usta, pytam "co chcesz z tym dalej zrobić?". To też mnie samą trochę dyscyplinuje, żeby nie starać się rozwiązywać cudzych problemów. Swoich mam pod dostatkiem :)

      Usuń
  2. https://www.youtube.com/watch?v=W1jIuwYGIrU

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://www.youtube.com/watch?v=7Ot2eJwQ5bw

      Usuń
    2. Jeśli mogę się wtrącić, bo zawsze ta sprawa mi nie daje spokoju i pewno kiedyś coś na ten temat napiszę? W celach moralizatorskich, często obrazuje się miłość oraz sytuacje konfliktowe w związkach (np. w tych teledyskach, w memach, w filmach, w opowiadaniach itp.) za pomocą młodych ludzi (a przynajmniej przed 40-tką). To trochę manipulacja, bo jest znacznie łatwiej uzasadnić i pokazać właściwe postawy, rozwiązania, wnioski i zakończenie, posługując się dodatkowymi argumentami takimi jak zmysłowość, czułość, fascynacja, seksualność itp., które są dla młodych naturalne i pomagają w przezwyciężaniu trudności. U starszych ludzi i w zaawansowanych związkach jest gorzej i mają bardziej pod górkę. Ale kto by zrobił film lub teledysk o problemach sercowych 50 lub 60-cio lataków? Chyba było kilka takich, ale zawsze nie było to esencją fabuły, bo to się nie sprzeda :-(

      Usuń
    3. Kojarzę kilka takich tytułów np."Lepiej późno niż później", "Dwoje do poprawki", "Nietykalni" (moim zdaniem świetne ujęcie tematu, chociaż nie wprost). Z naszego podwórka przychodzi mi na myśl w sumie tylko "Dzień Świra" (wątek niespełnionej miłości, który przewija się przez cały film). Masz jednak rację, że stanowią one zdecydowaną mniejszość.

      Usuń
    4. Faktycznie źle się wyraziłam; nie że takich nie było w ogóle, tylko było kilka, lub że stanowią zdecydowaną mniejszość - jak mnie poprawiłaś. Z racji Twojego profilu bloga i życiowych doświadczeń w zakresie związków, z pewnością lepiej znasz kino tego pokroju. Ciągle mam otwartą jadaczkę (i pewno nie będzie chciała się jeszcze długo zamknąć) po przeczytaniu, cytuję: "Pozostali mężczyźni? Było ich kilkudziesięciu - bliżej górnej niż dolnej granicy..." - to robi wrażenie :-)

      Usuń
    5. Nie było moim zamiarem Cię poprawiać, tylko po prostu nasunęły mi się te tytuły na myśl, jak wspomniałaś o tej "kategorii wiekowej" :)

      A co do tych mężczyzn, nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałam... pewnie dlatego tak wyszło. Chociaż z drugiej strony otaczają mnie kobiety, które mogą na palcach jednej ręki swoich mężczyzn zliczyć i nigdy żadnej z nich nie nakłaniałabym do zmiany nastawienia. Myślę, że napiszę kiedyś o tym szerzej. Swego czasu dość intensywnie studiowałam zjawisko jakim jest poliamoria. :)

      Usuń
    6. Studiowałaś - w teorii, czy praktyce?

      Usuń
  3. Witam Cię Ewo :-).

    Natrafiłem na interesujący artykuł odrobinę związany z tematem

    Kobieta niewolnica - metody zniewolenia
    autorka : Marina Komissarowa

    Artykułu ukazał się w miesięczniku „Generation Egoist”.

    http://www.kurierpieninski.pl/aktualnosci/2-aktualnosci/290-metody-zniewolenia-kobieta-niewolnica.html


    ***********
    Przepraszam, że nie własnymi słowami, ale tylko tak kompletny artykuł wydał się wart dyskusji :-)
    Pozdrawiam
    Gran Torino :-) - od zawsze wierny czytelnik na każdym forum.

    P.S.Pozdrowienia dla Was ! a dla Ciebie dodatkowo :-D* i :)(: [jeśli można ;-) ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gran Torino :) :) :)

      Chętnie odpiszę szerzej na artykuł, tworząc odrębnego posta na ten temat, a tymczasem bardzo się cieszę, że Cię znowu "widzę". Dawno się nie odzywałeś :)

      Pozdrawiam również - od nas dla Was ;)

      Usuń
    2. http://www.kryptoesencja.pl/2016/02/niewolnice-wedug-mariny-k.html#more - zapraszam :)

      Usuń
    3. http://www.kryptoesencja.pl/2016/02/niewolnice-wedug-mariny-k.html#comment-form
      :-)
      Anonimowy GT

      Usuń