piątek, 27 listopada 2015

Spotkanie po latach

Przyglądam się jej, jak marnuje kolejny dzień na ławce w parku. Siedzi oczywiście na oparciu, buciorami wystukując rytm o płowiejące deski. Zielone bojówki, łańcuch zamiast paska, ciężkie buty, bluzka w zebrę, włosy czerwone, każdy w inną stronę. Odpala kolejnego papierosa. Czuję, że taka okazja może się już nie powtórzyć, więc biorę głęboki oddech i podchodzę. 

Właściwie nie wiem, czemu aż tak się denerwuję. Przecież wiem, że to tylko poza, że tak naprawdę to dobra, zagubiona dziewczyna, która jeszcze długo nie zrozumie, jak cenna jest ta wrażliwość, którą stara się ukryć. 

- Cześć, masz może fajkę odstąpić? - od lat nie palę, ale nic lepszego nie przychodzi mi do głowy. Bez słowa wyciąga paczkę niebieskich L&M’ów i częstuje. Biorę jednego. 

- A ognia masz może? - próbuję nawiązać kontakt i uśmiecham się nieśmiało. Wyciąga zapalniczkę z kieszeni, podaje, ale nadal nic nie mówi. Odpalam i czuję, że zaraz rzygnę, ale nie daję tego po sobie poznać. Patrzy na mnie, jakbym miała na czole napisane “idź stąd”, ale nie daję za wygraną. 

- Wiesz kim jestem? - przechodzę do sedna, bo inaczej to chyba nie ma sensu. Zaciągam się z niesmakiem. 
- Obawiam się, że tak. - w końcu jakaś szansa na dialog, myślę. 
- Obawiasz się? 
- No tak, spójrz na siebie, zmarnowałaś mi pół życia. - strzela we mnie od razu z ostrej amunicji. Mogłam się tego spodziewać w sumie. 
- Że niby co?! Ja ci zmarnowałam? W jaki sposób? 
- Sama powinnaś najlepiej wiedzieć. 
- Mam wrażenie, że jednak trochę przesadzasz. To ty ciągle szukasz guza, ktoś musiał po tobie ten cały syf w końcu posprzątać, więc może chociaż okaż odrobinę wdzięczności, co? 
- Nie zrobiłaś tego dla mnie tylko dla siebie. 
- Dla nas. 
- Wzruszający akt miłosierdzia. Za rogiem rozdają ordery uśmiechu, może się jeszcze załapiesz. 

Czuję, że to nie będzie łatwe… 
- Dlaczego nie jesteś w szkole? - próbuję zmienić temat, na coś ambitniejszego. 
- Przecież wiesz, to czemu się głupio pytasz? 
- Bo mnie to zawsze zastanawiało, dlaczego przestało ci zależeć?
- Wygląda na to, że jeszcze wyjdę na ludzi, więc co za różnica? 
- W sumie żadna. Zdajesz sobie sprawę, ile lat będziesz musiała przeznaczyć później, żeby doprowadzić się do porządku? 
- Lat?
- Tak, lat. Sześć lat ciężkiej pracy, żeby przestać się bać samej siebie. 
- Dlaczego miałabym się siebie bać? 
- Bo nikt inny nie skrzywdzi Cię nigdy bardziej. Teraz tego tak nie czujesz, ale kiedy już zaczniesz wariować, będzie za późno. 
- Powiało grozą. Straszy cię? 
- Nie, już nie, ale Ciebie niebawem zacznie. 
- Nie mogę się doczekać. 
- Z pewnością. 
- A co z Twoim pisaniem książek? - wiedziała, że to mój czuły punkt. 
- Przez Ciebie prawie w ogóle przestałam pisać. Teraz ledwo jakiegoś durnego posta umiem sklecić. 
- Oj tam, oj tam… Nie piszesz bo się boisz. Boisz się tego kim jesteś. Kim ja jestem i kim mogę być. Boisz się, że nie umiesz pisać, że całe życie nam się tylko wydawało. Boisz się, że ludzie zaczną cię oceniać, a twój nieskazitelny, w pocie czoła wypracowany wizerunek, legnie w gruzach, Pani Dyrektor. 

- Pierdol się. 
- Z przyjemnością. 

Wstała, spojrzała na mnie z góry, zeskoczyła z ławki i odeszła, zostawiając mnie skonsternowaną w środku nocy. Resztę snu przetrwałam w milczeniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz