sobota, 24 stycznia 2015

Głosy

Ty kurwo, ty kurwo, ty kurwo… Słysząc te słowa, Ewa zastygała pod naporem bezlitosnego osądu. Starała się nie oddychać, nie poruszać, nie wydawać żadnych dźwięków, nie dopuszczać do siebie wspomnień. Ty kurwo, ty kurwo, ty kurwo… Słyszała to tak wyraźnie, jakby cały świat nie miał jej nic innego do powiedzenia. Bezruch i cisza absolutna miały zapewnić jej schronienie. Skutek był zawsze odwrotny do zamierzonego. Im bardziej zapadała się w sobie tym głośniej i wyraźniej słyszała. Bezruch miał sprawić, że stanie się niewidzialna dla świata. Chciała zniknąć, by nikt nie mógł jej zobaczyć w takim stanie. 

A przecież nikt nie mógł jej zobaczyć… Siedziała od kilku godzin na kanapie, zupełnie sama, bojąc się ruszyć z miejsca. Ty kurwo, ty kurwo, ty kurwo…Wszystko kurczyło się do tych dwóch zaostrzonych tępym nożem słów. Słów niczym drzazgi wbijające się pod język, paznokci i powieki.

W oddali, za oknem znajdowała punkt zaczepienia. Na dachach przeciwległych budynków zawsze można było znaleźć coś, co do złudzenia przypominało człowieka. Wówczas te słowa, pochodziły od niego. Punkt był tak odległy, że mogła z łatwością oszukiwać wzrok. Prawie przestawała mrugać, a zahipnotyzowana nadawała mu kształty – ręce, nogi, tułów. Nie miał twarzy, ale miał ten głos. Obserwował ją - równie bacznie, jak ona jego. Podsłuchiwał ją, czym wymuszał jej milczenie. 

Widywali się codziennie. Wówczas miała trzy wyjścia: poszukać sobie realnego towarzystwa, upić się, ulec i zacząć znowu słuchać. Ty kurwo, ty kurwo, ty kurwo… klaustrofobiczne dwa wyrazy słyszane bez przerwy, przez kilka godzin, każdego dnia. Tak długo, aż czuła się obdarta ze skóry i wszelkiej godności. Nie miała nic na swoją obronę - bo to było zupełnie niezależnie od wszystkiego co robiła, czy robiła i jak robiła.

Czasami wynurzała się z tej posągowej pozycji, by odpalić kolejnego papierosa. Systematycznie wciągany dym wprowadzał ją w głębszy trans. Wiedziała już wówczas, że zwariowała, ale nie była w stanie nic z tym zrobić. Ty kurwo, ty kurwo, ty kurwo… te słowa stawały się realne, żywe, prawdziwe do bólu i gniły w niej całymi dniami. Nocami zaś uciekała przed obłędem, szukając znieczulenia. 

Był jeden plus tego wszystkiego… stała się niezniszczalna dla ludzi z zewnątrz. Odkąd to się zaczęło, nikt nie był w stanie skrzywdzić jej bardziej.

art. Agnes Cecile

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz